Wszystko zaczęło się około 19 stycznia. Ogłoszono wtedy, że Skra po raz kolejny (3 w ciągu 5 lat) zorganizuje finałowy turniej tegorocznej Ligi Mistrzów. Spotkało się to z różną opinią: kibice byli zachwyceni, w końcu to jedno z największych siatkarskich świąt, sceptycy uważali, że Skra po raz kolejny kupiła sobie miejsce wśród czterech najlepszych klubów Europy. Bez względu na to jakie kto miał zdanie, decyzja została podjęta i nic nie mogło jej cofnąć.
Zaczęły się przygotowania. Na początku trzeba było ustalić czy "4 wspaniałych" zagra w Pałacu Sportu czy też w Atlas Arenie- obiekcie o tyle nowocześniejszym o ile tracącym na atmosferze (takie zdanie mają sami Siatkarze, którzy przyznali, że zdecydowanie wolą grać w starszej hali). Ostatecznie podjęto decyzję, że w dniach 17-18 marca 2012 oczy siatkarskiego świata będą zwrócone w stronę Atlas Areny.
Skończył się styczeń, przyszedł luty. Miesiąc, w którym rozpoczęła się sprzedaż karnetów na mecze Finału, które rozeszły się w ekspresowym tempie. Luty upłynął również pod znakiem dwóch włoskich sparingów Skry z włoskimi zespołami (wygrany z Modeną 3:2 i przegrany z Sisleyem w takim samym stosunku setów). Przełom lutego i marca wyłonił również 3 pozostałych finalistów- Zenit Kazań (złoto LM 2008, zdobyte w Łodzi) pewnie pokonał VfB Friedrichshafen, Arkas Izmir niespodziewanie wyeliminował Lokomotiv Nowosybirsk, a Trentino Betclic (triumfatorzy ostatnich trzech edycji Ligi Mistrzów) z problemami odniosło zwycięstwo nad Lube Bancę Macerata. Jak się okazało, w półfinale Skra miała się zmierzyć z nieprzewidywalnym tureckim Arkasem, a włosko-rosyjski duet musiał stoczyć bój o Finał między sobą.
17 marzec
Nadszedł wielki dzień. Skra przed 13tys swoich kibiców po raz kolejny stanęła przed szansą na historyczny sukces. To co działo się w Atlas Arenie na długo zostanie zapamiętane przez kibiców. Takiego dopingu, takich emocji hala ta jeszcze nie słyszała. Jak dla mnie najbardziej fenomenalnym momentem było odśpiewanie nieoficjalnego hymnu Skry przez kibiców zgromadzonych na hali... Wyobraźcie sobie trzynaście tysięcy gardeł śpiewających "Zawsze tam gdzie Ty". MA-SA-KRA! Niesieni wspaniałym dopingiem Siatkarze, może nie do końca gładko, wygrali swój półfinał 3:0. Największe emocje przyniósł ostatni, 3 set, w którym to SKRzAty przegrywały już 7:1, jednak szybko się pozbierali i wygrali również tę partię oraz przepustkę do ścisłego finału. Być na hali, pomimo dość słabego meczu, było zdecydowanie warto by widzieć uśmiechy i wielką radość Chłopaków.
Drugi mecz zdecydowanie przyniósł większe emocje. Być może dlatego, że w barwach Trentino występuje uwielbiany przez polską publikę "Ziomek"- Łukasz Żygadło, którego pojawienie się na boisku zawsze obfitowało w żywe okrzyki publiczności. Po zaciętym pierwszym secie (33:31) Zenit Kazań musiał uznać wyższość włoskiej drużyny, by w kolejnych trzech odsłonach odbudować się i uzyskać przepustkę do Finału. Nie był to dla mnie idealny scenariusz. Po pierwsze dlatego, że kocham Trentino, po drugie- w mojej psychice pozostają niestety same złe wspomnienia z meczów Skry w Łodzi z tą drużyną (półfinał LM 2008 przegrany 2:3, play-off Ligi Mistrzów 2011 również przegrany 2:3). Stało się jak się stało, a kibicom pozostawało liczyć na emocjonujące pojedynki następnego dnia.
18 marzec
Mecz o 3 miejsce rozpoczął się o godzinie 14.30. Mimo że nie grała polska ekipa, kibice stawili się prawie w komplecie. Dało się słyszeć, że hala zdecydowanie kibicuje włoskiej drużynie. Przypuszczam, że po raz kolejny dużą rolę odegrała tu obecność Polaka w składzie, który tego dnia pojawiał się na boisku znacznie częściej. Trentino gładko wygrało z Arkasem stosunkiem setów 3:0 nie zapewniając publice większych emocji. Był to poniekąd "mecz bez historii". 300 kibiców prosto z Włoch spisało się wspaniale i już po kilku piłkach po raz kolejny okazało się, że kibicowanie tej samej drużynie łączy. Osobiście byłam dumna z takiej postawy ekipy, którą uwielbiam, a uśmiechy na ich twarzach kiedy wygrywali były wspaniałym prezentem w zamian za przyjście do Atlas ;) I mimo że chłopcy nie spełnili swojego marzenia o poczwórnej koronie Europy to wygrana batalia przyniosła im satysfakcję ;)
Po kilkudziesięciu minutach kibice w komplecie stawili się w hali aby dopingować Skrę w historycznym meczu. Pierwsza partia ostudziła jednak trochę nasz zapał. Skra przegrała seta do 15. Jednak początkowe zwątpienie sprawiło, że podczas drugiej partii doping osiągnął niewyobrażalny poziom i zaniósł Skrę do wygranej w kolejnych dwóch partiach. Blisko apogeum byliśmy pod koniec czwartej partii kiedy to Skra nie wykorzystała dwóch piłek meczowych, a Zenit wygrał seta po szczęśliwej dla Rosjan zagrywce Aleksandra Vołkova. Doszło do tie-breaku. Decydująca o mistrzostwie partia rozpoczęła się szczęśliwie dla Skry. SKRzAty prowadziły już 5:1 gdy nastąpił zastój... Rosjanie doprowadzili do remisu, a gra zaczęła się toczyć punkt za punkt. W końcówce partii Skra po raz kolejny nie wykorzystała piłki meczowej... Przy stanie 15:16 dla Zenitu Kazań Michał Winiarski dostał od Miguela Falaski piłkę do ataku... Z perspektywy trybun nie do końca było widać całą sytuację... Kibicie z trwogą w oczach spojrzeli w stronę głównego sędziego, który zasędziował punkt dla Zenitu. Siatkarze Mistrza Polski próbowali prosić o challenge, jednak nie udało się. Mecz został skończony, a nadzieje na złoto legły w gruzach. Można zadawać sobie liczne pytania... Czy to Skra nie wykorzystała swojej szansy, czy też sędzia popełnił błąd? Tak naprawdę nie poznamy na nie odpowiedzi. Lepiej więc po prostu powiedzieć: DZIĘKUJEMY!! Dziękujemy za miesiące przygotowań, dziękujemy za wspaniałą organizację turnieju, dziękujemy za wysiłek włożony w mecze, za wspaniałe emocje, które nam daliście. Dziękujemy za wszystko co działo się w Lidze Mistrzów przez ten rok!
Sama długo nie mogłam się pogodzić z tym co się stało. Po zakończeniu meczu zaczęłam płakać i długo nie mogłam przestać. Najbardziej bolała bezsilność w tej sytuacji i widok płaczących zawodników. Pawła Zatorskiego, Mariusza Wlazłego, Miguela Falaski. Bolała stracona szansa. Teraz należy jednak odłożyć złe wspomnienia na bok, trzeba skupić się na PlusLidze, na wygraniu złotego medalu i zdobyciu ósmej korony. Siatkarze chyba najlepiej o tym wiedzą, co pokazali wygrywając dziś z Politechniką Warszawską 3:0 nadając całej rywalizacji taki sam stan, a tym samym awansując do półfinału Mistrzostw Polski. Po raz kolejny należy im podziękować i cieszyć się razem z nimi. Widać, że pozbierali się po pechowym niedzielnym meczu, a na ich twarzach dziś znów gościły uśmiechy.
Gosia
| Pierwszy mecz, otwierający Final Four 2012. Powitanie zawodników Skry Bełchatów i Arkasu Izmir ;) |
| "Ziomek" przygotowuje się do zagrywki ;) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz